Rodzice zapewnili Tytusowi staranne wykształcenie. Pierwsze nauki pobierał w domu rodzinnym pod kierunkiem księdza Jakuba Miszewskiego. Później kształcił się w Berlinie, Pradze i Paryżu. Studiował filologię klasyczną, nauki politechniczne i przyrodnicze. Po powrocie ze studiów ojciec polecił mu uporządkowanie starych rodzinnych dokumentów. Praca ta pochłonęła go bez reszty. Od tego czasu zaczął zbierać książki i cenne narodowe pamiątki. W 1825 roku Tytus Działyński ożenił się z Celestyną Zamoyską. Państwo Działyńscy mieli sześcioro dzieci: pięć córek i jednego syna. Czasy, w których przyszło żyć rodzinie Działyńskich były bardzo ciężkie, dlatego że nasza ojczyzna była pod zaborami. Ziemie polskie znalazły się pod panowaniem Rosji, Prus i Austrii. Tytus Działyński nigdy nie pogodził się z niewolą. Kiedy w 1830 roku wybuchło powstanie listopadowe, przyłączył się do niego. Niestety powstanie zakończyło się klęską i Tytus Działyński wraz z całą rodziną, bojąc się zemsty władz pruskich, musiał uciekać z rodzinnej Wielkopolski. Na wygnaniu żyć trzeba było bardzo skromnie. Żona Działyńskiego musiała zarabiać szyciem i różnymi robótkami ręcznymi, lecz gdy to nie wystarczało sprzedała wszystkie swoje kosztowności, aby było co jeść. Córka Działyńskiego - Anna napisała w swoim pamiętniku o tamtych czasach: "Bieda była u nas taka, że na obiad jedzono tylko ziemniaki. I to bez soli. A herbatę lub kawę, jeśli była przypadkiem, piliśmy bez cukru." Po kilkuletnim wygnaniu władze pruskie zgodziły się na powrót Działyńskich do Wielkopolski. Od dnia powrotu Tytus zajął się przebudową zamku w Kórniku. Prace na zamku powierzał tylko Polakom. Całemu krajowi chciał pokazać, że bez pomocy obcych robotników i inżynierów można podołać wszystkim zadaniom. Działyńscy mieli też pałac w Poznaniu przy Starym Rynku. Odbywały się tu wykłady, zebrania, a nawet przedstawienia teatralne. Hrabia Działyński dawał też w pałacu schronienie ludziom, którzy nie mieli dachu nad głową. Anna Działyńska zapisała w swoim pamiętniku: "Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem, nawiedziła Poznań ogromna powódź. Warta tak wylała, że po Placu Bernardyńskim pływano łódkami. Domy na Chwaliszewie i Śródce były całkiem zalane. Mój ojciec dał ludziom z zalanych domów schronienie w naszym pałacu. A matka moja rozdawała im jedzenie." Tytus Działyński nie lubił przepychu. Żadnej swojej córce nie pozwalał nosić klejnotów i kosztowności. Zabaw i tańców też nigdy nie urządzał. Mówił, że dopiero gdy Polska odzyska wolność będzie można bawić się i tańczyć. Za to nigdy nie żałował pieniędzy na bibliotekę, książki i pamiątki narodowe, które przez całe życie gromadził. Tytus Działyński zmarł 12 kwietnia 1861 roku. Został pochowany w kościele w Kórniku. |